UZDRAWJASIE NASZE DUDKI
jestem domem w umiłowaniu

ETYMOLOG

Twoje opcje

 

Ten świat nie został stworzony przez ludzi i nie jest przez nich kontrolowany. Fakt, że nie czujesz się pod kontrolą, nie oznacza, że pod nią nie jesteś. Jeśli w swoim życiu jesteś ograniczony tylko do kilku opcji, to już stanowi kontrolę, nawet kiedy jest ona pozornie niewidoczna.

Kiedy przyjrzymy się bliżej czynnościom, jakie każdy z nas wykonuje w swoim życiu, szybko okaże się, że każdy z nas ograniczony jest w swoim życiu tylko do kilku opcji. Gdzie są alternatywy, kiedy wszystko opiera się o system monetarny? Gdzie są alternatywy dla edukacji, rządu czy prawa? Wszystko zostało ustalone zanim przyszliśmy na ten świat. Po pewnym czasie stajemy się aktorami na scenie, kiedy na naszych rodziców przychodzi odpowiednia pora aby z tej sceny zejść. Mamy system szkolnictwa, który zabiera nam często kilkanaście lat życia, zdobywamy kwalifikacje zawodowe, szukamy pracy, zarabiamy i gromadzimy iluzoryczne pieniądze, kupujemy samochód, który reklamowany jest w TV, wynajmujemy mieszkanie lub kupujemy własne (na kredyt). Płacimy rachunki i spłacamy kredyty, oglądamy dużo telewizji i każdy z nas ma swoje ulubione programy. Urządzamy mieszkanie, kupując przedmioty mogące je wypełnić, w końcu bierzemy udział w wyborach głosując na prawicę lub lewicę, śledzimy telewizyjne i prasowe wiadomości, a później umieramy. Nie ma nawet co myśleć o możliwości zadawania pytań, czasie na zastanowienie i odpowiedź na pytanie "co ja tu właściwie robię?". Wszystko toczy się tym samym ustalonym rytmem, a my jesteśmy niczym tryby w maszynie tego systemu.

Poprzez wyeliminowanie innych opcji, Ci, którzy stworzyli system mają pewność, że uda się utrzymać pełną kontrolę nad ludzkością i nikt nie będzie zadawał niepotrzebnych pytań. System jest na tyle sprawny, że w dzisiejszych czasach całe nacje oddają się bezustannej pracy, która wysysa z nich energię. Nikt nie ma czasu na doskonalenie swojej sfery duchowej. Czy lubisz taki stan rzeczy czy nie, nie masz wyjścia. Musisz płacić rachunki i zbierać materialne dobra.

Nie mamy dostępu do innych opcji takich jak wymiana barterowa, możliwość uprawy i produkcji własnego pożywienia i dóbr, lub pracy tylko dla siebie w uwolnieniu od podatków. Niczym chorągwie na wietrze, bez żadnych oporów poddajemy się trendom i kroczymy ścieżkami utartymi na długo przed naszymi narodzinami. Już czas uświadomić sobie, że świat nie jest naszą kreacją i nie został stworzony dla naszego interesu.

Któż z nas nigdy nie potrzebował społecznego przyzwolenia, chociażby ze strony rodziny czy znajomych, aby móc zmienić coś w swoim życiu? Któż z nas nie odczuwał presji otoczenia, która ciągnęła nas w ten sam wir, w którym tkwią wszyscy wokół nas. Wszyscy jesteśmy niewolnikami naszych kultur i lokalnych społeczeństw. Nie boimy się prawdy, lecz raczej jesteśmy przez nią przygniatani. Jej ciężar jest dla nas zbyt duży, bo lubimy spać spokojnym snem. Jak możemy poznać sens naszego istnienia, kiedy jesteśmy więźniami na Ziemi?

"Ludzie często potykają się o prawdę, lecz szybko wstają i idą dalej, jak gdyby nic się nie stało." Winston Churchill

 

Samoloty starożytno¶ci

W tybetańskiej Lhasie Chińczycy odkryli sanskryckie manuskrypty, w których znajduj± się instrukcje budowy statków międzygwiazdowych(!) o napędzie antygrawitacyjnym, a Ramajana zawiera m.in. szczegółowy opis podróży na Księżyc w wimanie i walki, do jakiej tam doszło z pojazdem powietrznym A¶winów (Atlantydów).


Starożytne pisma Indii obfituj± w opisy lataj±cych pojazdów, tzw. wiman. Czy te opisy s± tylko fantastycznymi legendami? Wiele wskazuje, że tak nie jest i że dawne cywilizacje dysponowały technikami nawet przewyższaj±cymi współczene wspaniałe osi±gnięcia. Wydaje się też, że nasi ufolodzy powinni zwrócić większ± uwagę na możliwo¶ć, iż przynajmniej niektóre z współcze¶nie obserwowanych NOL-i mog± pochodzić nie tyle od obcych cywilizacji, co od naszych dalekich przodków.


Je¶li lataj±ce maszyny przeszło¶ci były rzeczywisto¶ci±, to wypada ze smutkiem stwierdzić, że niestety, jak działo się z większo¶ci± wynalazków na przestrzeni wieków, także wimany użyto ostatecznie do celów militarnych

Najbardziej bodaj znanym lataj±cym pojazdem opiewanym w hinduskich mitach jest Puszpaka, napowietrzny rydwan boga dostatku Kubery, który dostał się w ręce niegodziwego Rawany. W nim to Rawana uprowadził małżonkę awatara (zst±pienia Boga) Ramy, przez co doprowadził do katastrofy całe swoje demoniczne plemię rakszasów z Lanki. Losy Ramy i zagłada rakszasów stanowi± przewodni nurt słynnego eposu Ramajana, gdzie wimana została przedstawiona jako lataj±cy cylinder o dwóch pokładach z iluminatorami i kopuł±. Poruszała się z prędko¶ci± wiatru wydaj±c melodyjny odgłos. Oto fragment z tej epopeji: Pojazd Puszpaka, przypominaj±cy Słońce i należ±cy do mojego brata, został sprowadzony przez potężnego Rawanę; ten doskonały powietrzny pojazd mog±cy wszędzie polecieć na życzenie ... ten pojazd podobny do jasnej chmury na niebie ... I wtedy król [Rama do niego] wsiadł, a doskonały pojazd na polecenie Raghiry wzniósł się wysoko w niebo.

Z kolei w Mahawira of Bhawabhuti, tek¶cie dżainistów z ósmego wieku opartym o starsze materiały Ľródłowe, czytamy: Napowietrzny rydwan Puszpaka wiezie wielu ludzi do stołecznej Ajodhji. Niebo jest pełne zdumiewaj±cych lataj±cych maszyn, ciemnych jak noc, lecz odróżniaj±cych się ¶wiatłami o żółtawym blasku.


(93kB)



(33kB)


Wizerunki znalezione na belce stropowej w ¶wi±tyni Nowego Królestwa (New Kingdom Temple) sprzed 3000 lat w Abydos, kilkaset mil na południe od Kairu. Widać na nich pojazdy przypominaj±ce współczesne lataj±ce maszyny

 

Inny wielki epos starohinduski Mahabharata podaje, że asura imieniem Maja posiadał wimanę mierz±c± w obwodzie 12 łokci i wyposażon± w cztery mocne koła. W innym miejscu przedstawia ona Krisznę (następnego awatara po Ramie) goni±cego po niebie swego wroga Salwę. Gdy wimana Salwy, Saubha, staje się niewidzialna, Kriszna natychmiast wysyła specjalny pocisk, który dosięga celu lec±c według głosu.

Starożytne teksty dotycz±ce wiman s± podobno tak liczne, że możnaby zapełnić kilka tomów samymi opisami tych pojazdów. Co do autentyczno¶ci tych pism nie ma w±tpliwo¶ci. Niestety, większo¶ć z nich nie została nawet przetłumaczona na angielski ze starego sanskrytu.

 

Niedawno w tybetańskiej Lhasie Chińczycy odkryli pewne dokumenty sanskryckie, w których naukowcy natknęli się na instrukcje budowy statków międzygwiazdowych (!) o napędzie antygrawitacyjnym.Ten napęd jest oparty o system analogiczny do laghimy, nieznanej mocy ego istniej±cej w psychice człowieka, na ,,sile od¶rodkowej zdolnej do pokonania wszelkiego ci±żenia grawitacyjnego". Według hinduskich joginów ta wła¶nie laghima umożliwia ludziom lewitację.

 

Je¶li wierzyć dokumentom, o jakich mowa, starożytni Hindusi mogliby wysyłać zastępy ludzi na dowolne planety. W tychże manuskryptach wyjawiono także m.in. tajemnice czapki niewidki i tego, jak stać się ciężkim jakgóra ołowiu. Nie napisano tam wprost o zrealizowanych podróżach na inne planety, ale jest mowa o planowanej wyprawie na Księżyc. Ramajana natomiast daje szczegółowy opis podróży na Księżyc w wimanie i walki, jaka się tam odbyła ze statkiem powietrznym A¶winów (Atlantydów).

Istniej± całe podręczniki o rozmaitych typach wiman. Oto niektóre tylko tematy omawiane w starożytnych manuskryptach Indii:

 

  • Tajniki budowy pojazdów powietrznych odpornych na przełamanie, na cięcie, na spalenie i których nie można zniszczyć.
  • Tajniki wprawiania samolotów w bezruch. 
  • Tajniki czynienia samolotów niewidzialnymi. 
  • Tajniki podsłuchu rozmów i innych dĽwięków w samolotach nieprzyjaciela. 
  • Tajniki okre¶lania kierunku przylotu samolotów nieprzyjaciela. 
  • Tajniki doprowadzania załogi nieprzyjacielskich samolotów do stanu nieprzytomno¶ci. 
  • Tajniki niszczenia samolotów nieprzyjaciela.

     

    O konstruowaniu wimany w sanskryckim tek¶cie Samarangana Sutradhara napisano tak: Korpus wimany musi być mocny i wytrzymały, niczym wielki ptak z lekkiego materiału. Wewn±trz należy umie¶cić silnik rtęciowy z żelaznym aparatem grzewczym pod spodem. Dzięki mocy u¶pionej w rtęci, która wprawia napędowy wir powietrza w ruch, siedz±cy wewn±trz człowiek może przelatywać niebem wielkie odległo¶ci. Ruchy wimany s± tego rodzaju, że może ona wznosić się pionowo i pionowo opadać, a pochylona może poruszać się do przodu i do tyłu. Dzięki tym maszynom ludzie mog± latać w powietrzu, a istoty niebiańskie mog± przybywać na ziemię. W 230 strofach tego traktatu omówiono konstukcje wiman, startowanie, lot na tysi±ce kilometrów, zwykłe i awaryjne l±dowanie a nawet możliwe kolizje z ptakami. S± tam informacje o pilotażu, zalecane ¶rodki ostrożno¶ci przy długich lotach, ochrona statków przed burzami i piorunami i instrukcje jak przej¶ć na napęd ,,energi± słoneczn±" z energii typowej (antygrawitacyjnej?).

    ¦astra Wajmanika (Vymaanika-Shaastra) zawiera osiem rozdziałów ze szkicami opisuj±cych trzy typy samolotów. Wspomina też 31 podstawowych czę¶ci składowych tych wehikułów oraz 16 materiałów, z których s± zbudowane, a maj±cych własno¶ci pochłaniania ¶wiatła i ciepła.

 

Równie fantastyczne wydaj± się informacje z chaldejskiej pracy Sifrala

(3kB)
     Tabliczka z pismem rongorongo

w której znajduje się ponad sto stron technicznych szczegółów budowy lataj±cych maszyn. S± tam pojęcia, które tłumaczy się jako: pręt grafitowy, miedziana cewka, krystaliczny wskaĽnik, wibruj±ca sfera itd. Hakata (Prawo Babilończyków) stwierdza za¶:Zaprawdę wielki jest przywilej kierowania lataj±c± maszyn±. Wiedza o lataniu należy do najstarszych z naszych dziedzictw. Jest to dar od `tych z góry'. Otrzymali¶my j± od nich w celu uratowania wielu istnień.

Wydaje się pewne, że starożytni Hindusi latali na swych maszynach po całej Azji, prawdopodobnie też do Atlantydy, a nawet do Ameryki Południowej. Może o tym ¶wiadczyć nieodczytane jeszcze pismo znalezione w starożytnym mie¶cie Mohendżo Daro (na terenie obecnego Pakistanu), które bardzo przypomina również jeszcze nie odczytane pismo rongo-rongo z Wyspy Wielkanocnej.

Wprawdzie o Atlantydach nie ma prawie wcale ¶wiadectw historycznych, ale w oparciu o przekazy ezoteryczne można wnosić, że był to lud bardziej albo równie zaawansowany technicznie jak Hindusi, ale bardziej wojowniczy. Użyli oni swoich lataj±cych pojazdów, zwanych wajliksi, w celu podporz±dkowania sobie dosłownie całego ¶wiata. Według pewnego autora Atlantydzi, w hinduskiej literaturze nazywani A¶winami, rozwinęli swoje wajliksi 20 000 lat temu. Używali mechanicznych silników napędowych o mocy 80 000 koni mechanicznych.


(3kB)

 
     Pismo rongorongo



Mahabharatha i inne teksty opisuj± okropn± wojnę, która wybuchła jakie¶ 10-12 tys. lat temu między imperium Ramy i Atlantyd±. Użyto w niej tak destrukcyjnej broni, że trudno było sobie to wyobrazić przed XX wiekiem. Cytat z MahabharatyPojedynczy pocisk niósł cał± potęgę Wszech¶wiata. Rozpalona kolumna dymu i płomieni jasna jak tysi±c słońc wzniosła się w pełnej okazało¶ci. Żelazny piorun, gigantyczny posłaniec ¶mierci, na popiół spalił cał± rasę Wrisznich i Andhaków. Ciała były spalone nie do poznania. Wypadały włosy i paznokcie, naczynia pękały bez widocznej przyczyny, ptaki stawały się białe ... po kilku godzinach wszystkie artykuły spożywcze stawały się skażone ... chroni±c się przed tym ogniem, żołnierze rzucali się do strumieni, by obmyć siebie i swoje wyposażenie. Wygl±da to na opis wojny atomowej. Podobnych doniesień jest więcej w literaturze starohinduskiej.

 

Kiedy w ubiegłym wieku odkopano miasto Mohendżo Daro, archeolodzy znaleĽli szkielety leż±ce na ulicach, niektóre trzymaj±ce się za ręce, jakby 

(33kB)
     Mohendżo Daro z lotu ptaka

mieszkańców zaskoczyła jaka¶ wielka katastrofa. Szkielety te zalicza się do najbardziej radioaktywnych, porównywalnie z tymi z Hiroszimy i Nagasaki. Starożytne miasta, w których kamienie i cegły zostały dosłownie stopione razem, znajduj± się także m.in. na terenie Indii, Irlandii, Szkocji, Francji i Turcji. Trudno wytłumaczyć takie stopienie inaczej niż jako skutek wybuchu bomby atomowej. Ponadto na ulicach Mohendżo Daro znaleziono wiele czarnych kawałków szkła, w których póĽniej rozpoznano gliniane naczynia stopione pod wpływem wysokiego żaru.

Warto odnotować też historyczn± informację o tym, że gdy ponad dwa tysi±ce lat temu Aleksander Wielki napadł na Indie, w pewnym momencie jego wojska zostały zaatakowane przez ,,lataj±ce ogniste tarcze". Te ,,lataj±ce talerze" nie użyły jednak żadnej groĽnej broni i Aleksander mógł kontynuować podbój Indii.

Wraz z katastroficznym zatonięciem Atlantydy i zmieceniem imperium Ramy, być może za pomoc± broni atomowej, ¶wiat pogr±żył się w co¶ w rodzaju epoki kamiennej, a współczesna historia zaczęła się dopiero kilka tysięcy lat po tamtych wydarzeniach. Jednakże, jak się wydaje, nie wszystkie wimany i wajliksi Ramy i Atlantydy przepadły. Były przecież budowane, aby przetrwać tysi±ce lat, o czym ¶wiadcz± manuskrypty Lhasy i księgi Dziewięciu nieznanych autorów króla A¶oki.

Wielu autorów sugeruje, że istniej± tajne organizacje, Braterstwa, które posiadaj± pewn± liczbę tych starodawnych lataj±cych maszyn w ukryciu na obszarach Tybetu albo gdzie indziej w ¶rodkowej Azji, gdzie współcze¶nie obserwuje się wzmożon± aktywno¶ć UFO.

 

Czytelników szanuj±cych Sathya Sai Babę, uważanego przez wielbicieli za kolejnego awatara po Krisznie, zapewne zainteresuje jego wypowiedĽ z 1976 r. podczas letniej szkoły w Ooty zdaj±ca się potwierdzać to, co¶my tu napisali o lataj±cych maszynach starożytno¶ci. Oto jej dosłowne tłumaczenie: Zadajemy sobie pytanie, czy l±d, który dzi¶ nazywamy Lank±, jest tym samym, który istniał w treta judze, w epoce króla Ramy, i którym rz±dził Rawana? Nie, tak nie jest. W tamtych czasach Lanka znajdowała się setki mil od południowego przyl±dka Indii — na równiku. Z upływem czasu, w okresie przej¶cia z treta jugi do kali jugi, ta szczególna wyspa przesunęła się z równika o setki mil w kierunku północy. Ogl±daj±c dzi¶ tę wyspę, któr± nazywamy Lank±, stwierdzamy, że przesunęła się na północ od równika. [Jednak] w historii Grecji zapisano, że wyspa, któr± nazywamy dzi¶ Lank±, całkowicie zatonęła podczas oceanicznej katastrofy nazywanej Atlantis. Grecy nie byli zwykłymi ludĽmi. Byli bardzo zaawansowani w nauce i posiadali głębok± wiedzę w wielu dziedzinach. Opisali fakt, że Lanka pogr±żyła się w wodach oceanu i przesunęła się i takie zjawisko akceptowali. W tamtych czasach ludzie ci byli tak zaawansowani, że podróżowali na Księżyc i opracowali kilka typów powietrznego transportu. Opanowali technikę latania.

Sai Baba podpowiada nam tu zatem także, gdzie leżała Atlantyda


Opracował (głównie na podstawie materiałów z Crystalinks; stamt±d pochodz± też ilustracje):     
Kazimierz Borkowski    

  1. Obrazy dla Samoloty starożytności

     - Zgłoś grafiki




AMERYKANIA  KOLEJNY  RAZ  TESTUJĄ  NAJNOWSZE  SUPER  ZABAWKI  ANRYGRAWITACYJNE  NIENAMIEŻALNE  I  W  DODATKU  WSZYSTKO  JAKBY  COŚ  ZWALĄ  TYM  RAZEM   NA  SZALONYCH  UFITÓW   O  KTURYCH  JEST  CORAZ  GŁOŚNIEJ  BO  PRZECIEŻ  MUSZĄ  NAS  PRZYGOTOWAĆ   DO  KOLEJNEGO  HOLOKAUSTU  

Samoloty NATO zbombardują starożytne ruiny?

NATO odmówiło odpowiedzi na pytanie, czy zdecyduje się zbombardować ruiny starożytnego miasta rzymskiego w Libii, jeśli potwierdzi się informacja, że libijski przywódca Muammar Kaddafi ukrył w tym miejscu sprzęt wojskowy.

- Jeśli będzie to konieczne, uderzymy w pojazdy wojskowe, siły wojskowe, sprzęt wojskowy i wojskową infrastrukturę, które zagrażają libijskim cywilom - powiedział w rozmowie z CNN przedstawiciel NATO w Neapolu, odmawiając jednak ujawnienia swojego nazwiska.

Wojskowy powiedział też, że na razie sojusz nie jest w stanie zweryfikować informacji przekazywanych przez rebeliantów, którzy twierdzą, że siły libijskiego przywódcy ukryły wyrzutnie rakiet w Leptis Magna, zabytkowych ruinach rzymskiego miasta z czasów starożytnych, które znajdują się między stolicą Libii, Trypolisem, a kontrolowanym przez rebeliantów miastem Misrata. Leptis Magna znalazło się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

NATO ma dzisiaj przekazać informacje dotyczące misji w Libii. Konferencja odbędzie się dzień po tym, jak jeden z wysokiej rangi wojskowych brytyjskich przyznał, że bombardowania nadszarpują zapasy wojskowe Wielkiej Brytanii.

- Jeśli będziemy to robić dłużej niż przez sześć miesięcy, będziemy musieli uszeregować na nowo nasze siły - powiedział w poniedziałek brytyjski admirał Mark Stanhope. - Ale nie znaczy to, że przerwiemy bombardowania - dodał.

W ostatnim czasie NATO przedłużyło o kolejne 90 dni, czyli do września, swoje działania w Libii. Oficjalnie podano, że decyzję taką podjęto po to, by chronić ludność cywilną przed brutalnymi wysiłkami Kaddafiego, który próbuje zdusić trwające powstanie i odebrać rebeliantom kontrolowane przez nich tereny.

Brytyjski minister obrony Liam Fox powiedział we wtorek, że libijska misja pokazała "jak duże mamy możliwości". Fox podkreślił, że Wielka Brytania ma czwarty pod względem wielkości budżet wojskowy na świecie.

Dyskusja na temat możliwości militarnych Wielkiej Brytanii  pojawiła się w czasie, kiedy niemiecki minister spraw zagranicznych odwiedził de facto stolicę rebeliantów, czyli miasto Bengazi, a rebelianci poinformowali o postępach w walce z siłami rządowymi w miastach leżących w górzystej, zachodniej części kraju.

Guido Westerwelle powiedział, że Niemcy formalnie uznały Przejściową Radę Narodową za władzę reprezentującą Libijczyków, ustawiając się tym samym obok takich państw, jak Stany Zjednoczone, Francja, Włochy i inne.

Kiedy Niemcy uznały rebelianckie przywództwo Libii, amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton wezwała państwa afrykańskie do wydalenia dyplomatów reprezentujących rząd Kaddafiego.

Także w poniedziałek pojawiły się dobre wiadomości przekazywane przez samych rebeliantów. Jak powiedział jeden z nich, Talha Al-Jiwali, po oblężeniu trwającym prawie dwa miesiące rebelianci wyswobodzili miasto Al-Rayyana, leżące na północny-wschód od Zintan. Zginęło 9 rebeliantów, a 35 zostało rannych.

Al-Jiwali powiedział też, że siły rebeliantów, które weszły do miasta Al-Rayyana, ustaliły, że wojsko lojalne wobec Kadafiego zabiło ponad 20 mieszkańców, zgwałciło wiele kobiet i odcięło miastu dostęp do wody i elektryczność.

Z informacji przekazywanych przez rebeliantów wynika, że w pobliskim Zawiet al-Baqool, na wschód od Zintan, kontrolę sprawuje od 500 do 600 żołnierzy sił rządowych, ale walki wciąż trwają.

Al-Jiwali dodał, że w obydwóch miastach zginęło blisko stu członków sił Kaddafiego, a rebelianci skonfiskowali ich broń i pojazdy.

Clinton podkreślała potrzebę wsparcia dyplomatycznego dla rebeliantów, biorąc udział w spotkaniu Unii Afrykańskiej w Addis Ababa w Etiopii.

Wezwała też kraje, by zawiesiły swoją współpracę z ambasadami Kaddafiego, wydaliły ze swojego terytorium popierających rząd Kadafiego dyplomatów i "zwiększyły kontakt i wsparcie" na rzecz Przejściowej Rady Narodowej, która reprezentuje główną siłę opozycyjną w Libii.

- Wasze słowa i działania mogą wiele zmienić, kładąc kres takiej sytuacji i pozwalając narodowi libijskiemu rozpocząć prace, w zjednoczonej Libii, nad konstytucją i odbudową swojego kraju - powiedziała Clinton.

Część państw, w tym Francja i Włochy, uznały już Przejściową Radę Narodową jako pełnoprawne władze libijskiego narodu. Jeszcze większa grupa państw zgodziła się wesprzeć Radę finansowo.

Stany Zjednoczone uznają radę "za pełnoprawnego rozmówcę z ramienia libijskiego narodu w tym przejściowym okresie" - takie słowa padły z ust Clinton podczas jej zeszłotygodniowej wizyty w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

W poniedziałek Zjednoczone Emiraty Arabskie powiadomiły ambasadora Kaddafiego, że jego status dyplomatyczny w tym kraju wygaśnie w ciągu 72 godzin, a władze Zjednoczonych Emiratów uznały Przejściową Radę Narodową za pełnoprawne władze Libii.

Podczas spotkania międzynarodowej koalicji w zeszłym tygodniu, mocarstwa światowe zwiększyły swe wsparcie finansowe i moralne dla libijskiej opozycji. To właśnie na tym spotkaniu, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Clinton ogłosiła, że Stany Zjednoczone przekazały kolejne 26 milionów dolarów na pomoc ofiarom wojny wciąż trwającej w Libii. Jak dodała, czas jest po stronie międzynarodowej koalicji, która wywiera nacisk na Kaddafiego.

Także władze Włoch podjęły decyzję o wsparciu kwotą 580 milionów dolarów Przejściowej Rady Narodowej. Jak powiedział rzecznik włoskiego ministerstwa spraw zagranicznych Maurizio Massari, pieniądze mają być przeznaczone na pokrycie wydatków Rady, ale nie mogą być wykorzystane na kupno broni.

Z kolei szejk Mohammed Sabah al Salman al Sabah, wicepremier Kuwejtu i minister spraw zagranicznych, powiedział, że jego kraj przekaże Libii 180 milionów dolarów, które obiecał w kwietniu na pomoc humanitarną.

Tłumaczenie: Onet.pl

                             ATOMOWA  WIJNA  BOGÓW
 anim nasza cywilizacja wkroczyła w wiek atomowy - wiele odkryć, przekazów mitologicznych, opisów w świętych księgach, wykopalisk i zagadkowych zjawisk obserwowanych na Ziemi pozostawało niezrozumiałymi.
    Sędziwe teksty sanskryckie "Mahabharata" opisują szczegółowo wybuchy wielkich kul ognistych oraz wywołane przez nie burze i sztormy. Następstwa tych wybuchów przybierały u ludzi formę klasycznych objawów choroby popromiennej, wywołując utratę włosów, wymioty, osłabienie i w końcu śmierć. Co ciekawe, teksty te podają, że osoby znajdujące się w zasięgu działania wybuchów, mogą się ocalić, usuwając wszystkie metale z powierzchni swoich ciał i zanurzając się w wodzie rzecznej. Cel tego mógł być tylko jeden - dekontaminacja przez zmycie powierzchni ciała i odzieży z cząstek radioaktywnych , czyli proces, który w takich przypadkach zalecany jest i dzisiaj. 
    Erich von Däniken wspomina zawarte w rozmaitych starożytnych tekstach opisy broni jądrowej, sugerując, że była ona użyta przez przybyszów z kosmosu, wyposażonych w wytwory swej zaawansowanej wiedzy i technologii, przeciwko prymitywnym mieszkańcom naszej planety. Wydaje się jednak mało prawdopodobne, aby przybysze stosowali tak drastyczne środki przeciwko pierwotnym, niecywilizowanym, wyposażonym jedynie w łuki i strzały mieszkańcom Ziemi.
    Richard B. Mooney podaje, że brahmińska księga "Siddnanta-Ciromani" posługuje się jednostkami czasu, z których ostatnia, najmniejsza, trutti stanowi 0,33750 sekundy. Uczeni studiujący teksty sanskryckie są zakłopotani, nie mogac wyjaśnić, do czego służyć mogła w starożytności tak mała jednostka czasu i jak można było ją mierzyć bez odpowiednich instrumentów. Współczesne prymitywne szczepy posiadają dość niejasne pojęcie czasu i nawet godziny mają dla nich stosunkowo niewielkie znaczenie. Trudno więc sobie wyobrazić, by starożytne ludy prymitywne zachowywały się w tym względzie inaczej.
    Andrew Thomas w swojej książce "Nie jesteśmy pierwsi" pisze: Według jogi Pundit Kaniah z Ambatturu w Madras, którego spotkałem w roku 1966, początkowo system pomiaru czasu u brahminów był sześćdziesiątkowy, na dowód czego joga cytował wyjątki z "Brihath Sakatha" i innych tekstów sanskryckich. W dawnych czasach doba dzieliła się na 60 "kala", z których każda wynosiła 24 minuty. "Kala" dzieliła się an 60 "vikala", z których każda wynosiła 24 sekundy. Następnymi 60 razy mniejszymi jednostkami były: "para", "tatpara", "vitatpara", "ima" i w końcu "kashta" - jedna trzystamilionowa część sekundy. Do czego starożytnym Hindusom służyć mogły ułamki mikrosekund? Pundit Kaniah wyjaśnił, że uczeni brahmini od zarania dziejów zobowiązani byli do zachowania tej tradycji w pamięci, choć sami jej nie rozumieli.
    Jedna trzystamilionowa część sekundy - kashta - nie może naturalnie mieć żadnego sensu praktycznego, jeśli nie dysponuje się urządzeniami, które mogłyby mierzyć czas z taką dokładnością. Z drugiej strony wiadomo, że czas życia niektórych cząstek atomowych: hiperonów i mezonów jest bliski jednej trzystamilionowej części sekundy.
    Tablica "Varahamira", datowana na rok 550 naszej ery, zawiera wielkości matematyczne porównywalne z wymiarami atomu wodoru. Czyżby te liczby również przekazano nam z odległej przeszłości? Joga Vashishta twierdzi: Istnieją rozległe światy w pustych przestrzeniach każdego atomu, tak różnorodne, jak pyłki w promieniach słońca. Wydaje się to wskazywać na starożytną wiedzę o tym, że nie tylko materia zbudowane jest z niezliczonej liczby atomów, lecz że w samych atomach, jak dziś wiemy, większa część przestrzeni nie jest wypełniona materią.
    Teksty te, pochodzące z dalekiej przeszłości, wskazują więc, iż już wówczas istniała głęboka znajomość fizyki atomowej. Fakt, że brahmini zobowiązani byli pamiętać szereg symboli matematycznych, nie rozumiejąc ich nawet, świadczy o celowo podjętym wysiłku zmierzającym do przekazania wiedzy z zaginionej ery technologicznej. Można sobie wyobrazić pradawnych uczonych, którzy obserwując upadek swojej cywilizacji, zapisywali swoją wiedzę i powierzyli pewnej grupie ludzi odpowiedzialność za przekazywanie jej poprzez wieki, aż do czasu, kiedy znowu stanie się ona zrozumiała. 
    Wydaje się, że coś z tej starożytnej nauki przenikało przez wieki w dość ogólnej formie. Dwa i pół tysiąca lat temu Demokryt mówił: W rzeczywistości nie istnieje nic, tylko atomy i pusta przestrzeń. Grecy uważali, że atom jest najmniejszą cząstką materii i nie może być podzielony, podczas, gdy Fenicjanin Moschus zapewniał, że atom można podzielić i usiłował o tym przekonać Greków. Żyjący w pierwszym wieku przed naszą erą uczony rzymski, Lukrecjusz, pisał że atomy pędzą nieustannie w przestrzeni i podlegają niezliczonej liczbie zmian pod zakłócającym wpływem zderzeń. Są one zbyt małe, aby można je było widzieć.
    Dopiero w dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu podjęto poważne prace w dziedzinie fizyki atomowej, więc uczeni starożytni, których fragmentaryczna wiedza pochodzić musiała z zamierzchłej epoki zapomnianej technologii, nie mogli potwierdzić swych wiadomości w praktyce, nie istniała bowiem technologia, która by im to umożliwiała. 
    Zamierzchła epoka, kiedy wiedza ta była stosowana w praktyce, wykorzystywała prawdopodobnie energię atomową do wielu celów. Idea transmutacji metali, która pochłaniała uwagę alchemików przez całe wieki, każąc im szukać sposobu zamiany ołowiu w złoto, wynikała prawdopodobnie z jeszcze starszej wiedzy o tym, że manipulacja strukturami atomowymi pierwiastków pozwala na przekształcenie jednego z nich w drugi. 
    Jednakże najbardziej nas tutaj interesuje nie samo zastosowanie energii jądrowej, lecz niewłaściwe zastosowanie. Wydaje się, że rozmaite starożytne teksty stwierdzają ponad wszelką wątpliwość fakt wystąpienia na Ziemi straszliwej masakry ludzkości. W sferze domysłów znajduje się jedynie to, czy konflikt ów był wyłącznie ziemskiego pochodzenia, czy też brali w nim udział pochodzący z kosmosu przybysze, wyposażeni w zaawansowaną wiedzę i technologię.
    Charles Berlitz pisze, że zaskakujące wzmianki i aluzje do stosunkowo niedawnych zdobyczy naszej cywilizacji, jak bomba atomowa, rakiety, gazy bojowe i inne, występują szczególnie obficie w starożytnych tekstach indyjskich. Wyjątkowo dużo tego rodzaju opisów napotkać można we wspomnianym staroindyjskim eposie - "Mahabharata", stanowiącym kompendium wiedzy dotyczącej religii, świata, modłów, obyczajów, historii oraz legend o bogach i bohaterach starożytnych Indii. Często nazywa się ten epos "indyjską Iliadą", chociaż jest siedem razy obszerniejszy od Iliady i Odysei razem wziętych (zawiera 200 000 wierszy). Przypuszcza się, że został napisany około 1500 lat przed naszą erą, ale dotyczy zdarzeń znacznie wcześniejszych. Po raz pierwszy wydrukowano go w sanskrycie w roku 1834, a następnie przełożono: najpierw w roku 1843 na język włoski, a następnie w 1884 na angielski. 
    "Mahabharata" w dużej części zajmuje się działaniami wojennymi, w których biorą udział bogowie, półbogowie i ludzie. Przypuszcza się, że opisy te stanowią quasi-historyczny przekaz dotyczący inwazji Ariów z północy, którzy wyparli pierwotnych mieszkańców tych ziem, Drawidów, na południe półwyspu indyjskiego. Jednakże wśród normalnych w takich razach obrazów starożytnych działań bojowych rozrzucone są szczegółowe i bardzo zagadkowe wzmianki dotyczące, łatwych obecnie do zidentyfikowania, broni jak działa artyleryjskie - "agneyastra", rakiety, samoloty bojowe - "vimana", radar, zasłony dymne, gazy trujące - "tashtra", gazy obezwładniająe - "mohanastra", pojazdy rakietowe i głowice atomowe. W drugiej połowie XIX wieku fragmenty te brzmiały tajemniczo lub zabawnie; dzisiaj natomiast ich wymowa jest dla wszystkich chyba mieszkańców kuli ziemskiej oczywista, pomimo, że od czasu, którego opisy dotyczą, minęły tysiące lat. 
    Przedstawiając bitwę pomiędzy starożytnymi armiami, "Drona Parva", jedna z ksiąg "Mahabharata", opowiada o walce, w czasie której wybuchy pocisków dziesiątkują całe armie, powodując, że tłumy żołnierzy wraz z rumakami, słoniami oraz bronią zostały uniesione i porwane przez wielki wicher jak suche liście drzew... Starożytny kronikarz dodatkowo zaopatrzył ten opis w komentarz: Wyglądali tak wspaniale jak szybujące ptactwo - jak ptaki odlatujące z drzew. Tekst zawiera nawet przedstawienie charakterystycznego grzybiastego wybuchu nuklearnego, który porównywany jest do otwarcia gigantycznego parasola, zaś opis skażenia środków żywnościowych, wypadania włosów u ludzi oraz konieczność dokładnego zmycia ciała ludzi i zwierząt dla zapobieżenia chorobie lub śmierci stanowią dziwnie nowoczesny akcent tej starożytnej legendy.
    A oto pochodzące z "Mahabharata", "Ramayana" i "Mahavira Charita" fragmenty opisujące walkę: 
    Pojedynczy pocisk wybuchł z całą mocą świata. Rozżarzony słup dymu i ognia, tak oślepiający jak dziesięć tysięcy słońc, uniósł się w całej swej wspaniałości (...). Była nieznana broń, żelazny piorun, gigantyczny posłaniec śmierci, który zamienił w popioły całą rasę Vrishni i Andhaka. Ciała była tak popalone, że nie można ich było rozpoznać. Ich włosy i paznokcie powypadały, wyroby garncarskie popękały bez widocznego powodu, a wszystkie ptaki zbielały. Po kilku godzinach wszystkie produkty spożywcze zostały zatrute (...) Aby uciec od tego ognia, żołnierze rzucali się do strumieni, aby obmyć siebie i swój ekwipunek.
    Następstwa działania tej superbroni opisane są następująco: Zaczął wiać wicher (...), wydawało się, że słońce się obróciło, świat, spieczony ogniem, wydawał się być w gorączce. Słonie i inne zwierzęta lądowe, palone energią tej broni mknęły w ucieczce (...), nawet wody były tak gorące, że przebywające w nich stworzenia zaczęły palić się (...). Nieprzyjacielscy żołnierze padali jak drzewa w szalejącym ogniu - wielkie słonie palone tą bronią padały na ziemię, wydając dzikie ryki bólu. Inne, palone ogniem, biegały we wszystkie strony, jak wśród płonącego lasu, także rumaki i pojazdy spalone energią tej broni, wyglądały jak szczyty drzew, które spłonęły w pożarze lasu.
    Księga "Karna Parva" podaje nawet wymiary broni: Strzała śmiertelna jak laska śmierci. Mierzy ona trzy łokcie i sześć stóp (320 cm.) Obdarzona mocą pioruna tysiącokiego Indry, była ona niszczycielska dla wszystkich żyjących stworzeń. 
    Starożytni Hindusi wykazali w swoich przekazach piśmienniczych zaskakującą wiedzę naukową o świecie i materii. W powstałym prze około 5000 laty dziele zatytułowanym "Jyotish" znajdujemy rozważania na takie tematy, jak heliocentryczny ruch planet, prawa grawitacji, gwiazdy stałe na Mlecznej Drodze, dobowy obrót osiowy ziemi, kinetyczna teoria energii i teoria budowy atomu. Wiadomo także, że niektóre szkoły filozoficzne podejmowały jako przedmiot swoich rozważań skomplikowane obliczenia z zakresu fizyki atomowej. Wyznaczenie czasu "potrzebnego do przejścia atomu przez jednostkę objętości równą tej, jaką on sam zajmuje" jest przykładem jednego z prostszych "tematów badawczych".
    Istnieją także przykłady ścisłych i realnych opisów budowy rakiet i samolotów. Sama tylko "Mahabharata" zawiera 230 strof poświęconych opisowi zasad konstrukcji latających maszyn ("vimana"), oraz innych urządzeń i aparatów. W "Samarangana Sutradhara" omawiane są zalety i wady rozmaitych typów samolotów, zarówno z punktu widzenia ich względnych zdolności i szybkości wznoszenia, jak również sposobów lądowania. Dyskutuje się tam także rodzaje materiałów napędowych (między innymi rtęć?) oraz materiałów konstrukcyjnych, konstrukcyjnych mianowicie różnych odmian drewna, metali lekkich i ich stopów.
    Zwróćmy uwagę na fragment opisu lotu "vimana": W wyniku działania sił utajonych w rtęci, które uruchamiają wir napędowy powietrza, człowiek znajdujący się wewnątrz może podróżować w podniebną dal (...). Vimana za pomocą rtęci rozwijać może moc pioruna (...). Jeśli ten żelazny silnik o odpowiednio połączonych częściach zostanie napełniony rtęcią, a do jego górnej części doprowadzony zostanie żar, to zaczyna on z rykiem lwa rozwijać moc (...) i natychmiast staje się niczym perłą na niebie.
    Inny staroindyjski epos klasyczny "Ramayana", opisuje widok, jaki roztaczał się z góry podczas loty boga Rama i jego małżonki Sita ze Sri Lanka do Indii. Widok ten opisany jest tak szczegółowo, że wydaje się niemożliwe, aby autor mógł tego nie obserwować sam z góry. Ponadto starożytny samolot pokazano w sposób zadziwiająco nowoczesny: Niepowstrzymany w swym ruchu (...), o godnej podziwu szybkości(...), w pełni kontrolowany (...), o pomieszczeniach wyposażonych w okna i znakomite miejsca siedzące.
    Jednocześnie znajdujemy w tych dziełach stałą troskę i zaabsorbowania niebezpieczeństwami wynikającymi z użycia broni nuklearnej. "Mahabharata" zawiera wersety, które, jeśli pominiemy ich archaiczny styl, mogliby wypisać na swoich sztandarach dzisiejsi bojownicy o pokój: Wy, okrutni i niegodziwi, upojeni i zaślepieni pychą, przez wasz Żelazny Piorun staniecie się niszczycielami własnego narodu. 
    "Ramayana" przestrzega, iż Strzała Śmierci jest tak potężna, że może w jednej chwili zniszczyć całą Ziemię, a jej straszliwy wznoszący się dźwięk, wśród płomieni, dymu i pary (...) jest posłańcem śmierci.
    Wreszcie "Badha Parva" opisuje efekty ekologiczne użycia takich bomb: Nagle pojawiłą się jakaś substancja podobna do ognia (stan plazmy?) i nawet teraz pokrywające się bąblami wzgórza, rzeki i drzewa oraz wszelkiego rodzaju zioła, trawy i rośliny, w ruchomym i nieruchomym świecie, obracają się w popiół. 
    W końcu w "Mausala Parva" znajdujemy notatkę wskazującą na to, że znano sobie wreszcie sprawę z tego, iż broń ta jest zbyt niebezpieczna dla świata. Notatka wydaje się napomykać o niszczeniu i pozbywaniu się głowic atomowych: W wielkim strapieniu umysłu król nakazał zniszczyć Żelazny Piorun, na drobny proch. Wezwano ludzi(...), aby wrzucili ten proch do morza.

 

45.Wimany-samoloty Salomona i Abrahama.UFO. Starożytna Judea.























 

Ale zioła? Psychotropy? W czasach biblijnych? W naszej narkofobicznej wyobraźni jakoś to się nie mieści, a uczucia Prawdziwych Polaków obraża. Warto sobie jednak uzmysłowić, że wielu wybitnych religioznawców uważa, że korzenie chrześcijaństwa i wielu innych kultur religijnych tkwią w kulcie rozrodczości, oraz że praktyki kultowe, takie jak spożywanie substancji halucynogennych w celu zrozumienia myśli Boga przetrwały do czasów chrześcijańskich. John Marco Allegro (1923–1988), brytyjski historyk religii, twierdził, iż na kultowe stosowanie halucynogenów wskazuje analiza językowa świętych ksiąg (Allegro był ekspertem od rękopisów z Qumran). Jego książka na ten temat, The Sacred Mushroom and the Cross (1970) spowodowała masowy atak oburzonych, który zrujnował jego karierę naukową (narkofobia nie jest naszą specjalnością narodową). Rehabilitacja poglądów Allegro nastąpiła dopiero pośmiertnie, kiedy w latach 2006–2009 doceniono wartość jego pracy i niesłuszność ideologicznie motywowanych, zmasowanych ataków konserwatywnych uczonych. Wróćmy do roślin o własnościach psychotropowych, rosnących na ziemi Izraela. Rośliny wonne, mogące wywoływać odmienne stany świadomości, są wymieniane w Biblii. Czy były wśród nich konopie, których produktem jest marihuana? Pierwszą uczoną, która tak sugerowała (w pracy magisterskiej!) była warszawianka, Sara Benetowa, która uważała, że marihuaną była występująca w Biblii trzcina wonna, używana do sporządzania świętego oleju. Technologię produkcji shemen ha-mishchah, służącego do namaszczania Arki Przymierza i kapłanów, podaje Księga Wyjścia (Wj 30,23-25): “Weź sobie najlepsze wonności: pięćset syklów obficie płynącej mirry, połowę tego, to jest dwieście pięćdziesiąt syklów wonnego cynamonu i tyleż, to jest dwieście pięćdziesiąt syklów wonnej trzciny, wreszcie pięćset syklów kasji, według wagi przybytku, oraz jeden hin oliwy z oliwek. I uczynisz z tego święty olej do namaszczania. Będzie to wonna maść, zrobiona tak, jak to robi sporządzający wonności. Będzie to święty olej do namaszczania.” Tak więc ucierało się około 6 kg mar deror (mirry), 3 kg kinnemon besem (słodkiego cynamonu), 3 kg keneh bosem i 6 kg kiddah (kasji) w shemen sayith (oleju z oliwek), przy czym uczeni nie zgadzają się, czy hin to cztery, czy raczej siedem litrów. O ile mirra i słodki cynamon nie budzą wątpliwości, czym były (żywica z Commiphora sp. i wewnętrzna kora z Cinnamomum sp.), a z kasją jest niewielki problem, ale najprawdopodobniej jest to też cynamon, pochodzący z Cinnamonium iners, o tyle trzcina wonna, keneh bosem wzbudziła kontrowersje za sprawą wspomnianej Sary Benetowej, która ukończyła archeologię na Uniwersytecie Warszawskim w 1935 roku, po czym przeniosła się na studia doktoranckie do USA. Zainteresowana polskimi i żydowskimi rytuałami ludowymi i wykorzystywaniem w nich roślin lokalnych, jeszcze przed wyjazdem do Ameryki wydała w Polsce w 1936 roku pracę Konopie w wierzeniach i zwyczajach ludowych, w której postawiła tezę, że biblijna “wonna trzcina” to konopie. Praca ta (bardzo ciekawa i dostępna in extenso na hyperreal.info) przeszła bez echa, ale kiedy autorka, już jako Sula Benet, doktor Columbia University, opublikowała ją w 1967 roku pod tytułem Early Diffusion and Folk Uses of Hemp, została dostrzeżona i przedrukowana w wydanej przez Verę Rubin książce Cannabis and Culture (The Hague: Mouton, 1975) i stąd przedrukowana do monumentalnej, 26-tomowej Encyclopedia Judaica (Tom 8, s. 323). Większość uczonych nie zgadza się z propozycją Benet i uważa, tradycyjnie, że wonną trzciną jest tatarak, Acorus calamus. Mam wrażenie, przeglądając dyskusje na ten temat, że wielu argumentujących przeciw identyfikacji trzciny wonnej z marihuaną czyni to ze względów ideologicznych — nie wypada, aby prorocy, królowie i autorzy świętych ksiąg działali pod wpływem narkotyku. Chociaż, nawiasem mówiąc, stosowanie środków uważanych obecnie za nielegalne dla wspomagania aktywności mózgu, może przynieść całkiem dobre skutki. Głównie jednak chodzi nie o halucynogeny, ale stymulanty. Powszechnie wiadomo, że papież Leon XIII, twórca przełomowej encykliki Rerum novarum, był namiętnym użytkownikiem Vin Mariani, napoju będącego Red Bullem drugiej połowy XIX wieku (udekorował nawet producenta, Angelo Marianiego, złotym medalem z własnym wizerunkiem), a Vin Mariani było ekstraktem liści koka w czerwonym winie i zawierało do 100 mg czystej kokainy w kieliszku. Jedno z większych dzieł myśli społecznej Kościoła, wprowadzające idee chrześcijańskiej polityki społecznej jako odpowiedzi zarówno na marksizm, jak i na “dziki” kapitalizm, było stworzone przez wspaniały mózg dodatkowo stymulowany kokainą! Nie ma najmniejszej wątpliwości, że produkty konopi były znane na Bliskim Wschodzie i byłoby rzeczą dziwną, gdyby wyrzekli się ich stosowania Izraelczycy. Ale nawet jeżeli tak chcielibyśmy przyjąć, to zamienienie marihuany tatarakiem jest czymś więcej niż zamianą siekierki na kijek. Tatarak, również od dawna używany w medycynie Bliskiego i Dalekiego Wschodu, zawiera liczne substancje psychoaktywne (jeszcze nieumieszczone na liście środków zakazanych, ale parlament nie śpi), wśród których dominują alfa- i beta-azaron. Olej z tataraku jest współcześnie stosowany jako dodatek do gorzkich napojów alkoholowych: gorzkich wódek, likierów i wermutów. Jego działanie hepatotoksyczne spowodowało, że dodawanie przetworów Acorus do środków spożywczych zostało w 2002 roku zakazane w Unii Europejskiej [Scientific Committee on Food. Opinion of the scientific committee on food on the presence of beta-asarone in flavourings and other food ingredients with flavouring properties. European Commission— Health & Consumer Protection Directorate, Bruxelles, Belgium, 2002]. Tym niemniej preparaty tataraku, zwłaszcza olej tatarakowy, zaczęły się cieszyć zainteresowaniem internautów, i znajdują się w ofercie 10% stron internetowych wyszukiwanych na hasło “buy legal high” lub “buy herbal high” [Dennehy CE, Tsourounis, Miller AE. Evaluation of herbal dietary supplements marketed on the internet for recreational use. Ann. Pharmacother. 2005, 39: 1634–1639]. Sprzedający sugerują, że preparat ma właściwości halucynogenne i pobudzające, ponieważ na drodze aminowania obecny w oleju beta-azaron może ulegać metabolizmowi do 2,4,5-trimetoksyamfetaminy [Rätsch C: The Encyclopedia of Psychoactive Plants. Park Street Press, Rochester, VT, 2005]. Wydaje się jednak, że taka ścieżka metaboliczna nie jest aktywna w organizmie ludzkim, gdyż w moczu młodych Szwedów zażywających olej tatarakowy obecności tej amfetaminy nie stwierdzono [Björnstad K, Helander A, Hultén P, Beck O: Bioanalytical investigation of asarone in connection with Acorus calamus oil intoxications. Anal Toxicol. 2009;33:604-609]. Tak czy inaczej, trzcina wonna, czymkolwiek byłaby, mogła odurzać, zwłaszcza w kombinacji z winem. Trzcina wonna nie była jedynym psychotropowym składnikiem świętego oleju. Drugim była mirra. Był to produkt cenny, mógł być darem królewskim, czego dowodzi opowieść, że razem ze złotem i kadzidłem została ofiarowana przez Mędrców Dzieciątku Jezus (Mt 2,11). Nie była tylko pachnidłem — w czasach biblijnych i później używana była jako lek na wiele przypadłości, zawiera bowiem seskwiterpeny o silnych własnościach przeciwbólowych, działające na te same receptory, co morfina [Dolara P, Luceri C, Ghelardini C, Monserrat C, Aiolli S, Luceri F, Lodovici M, Menichetti S, Romanelli MN. Analgesic effects of myrrh. Nature 1996, 379, 29]. Wydaje się, iż wino z mirrą było z reguły podawane skazanym na śmierć na krzyżu aby zmniejszyć ich cierpienia. Tak więc na początku i u kresu swojej drogi życiowej Chrystus zetknął się z mirrą: na Golgocie “…dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął.” (Mk 15,23